Mario Starcatcher to gra, która przenosi nas w kolorowy świat pełen przygód z naszym ulubionym hydraulikiem. Gotowy na to? W tej grze Mario musi zebrać niesamowite gwiazdy, które zostały rozsiane po całym królestwie, jakby ktoś zorganizował wielką imprezę z konfetti. Ale to nie jest takie proste! Na jego drodze staną różne przeszkody i potworki, które z chęcią spróbują pokrzyżować mu plany.
Już od pierwszego uruchomienia tej gry czułem dreszczyk emocji, gdy Mario skakał z platformy na platformę, jakby był na zawodach w skokach narciarskich. Grafika jest tak kolorowa i soczysta, że miałem wrażenie, iż zaraz wpadnę w ekran, a dźwięki były na tyle realistyczne, że aż przypomniały mi moją starą konsolę z lat 90. (którą zresztą schowałem w piwnicy, bo zajmuje miejsce na nową).
W Mario Starcatcher znajdziemy różne poziomy trudności, co jest genialne, bo można grać samemu lub z znajomymi. Jednak powiem wam szczerze, że niektóre poziomy to prawdziwy rollercoaster emocji - z początku myślałem, że to będzie bułka z masłem, ale potem... no cóż, niektóre potwory były tak upierdliwe, że miałem ochotę rzucić kontrolerem (ale na szczęście miałem go w rękach, a nie w powietrzu).
Co do interakcji z innymi graczami, to gra oferuje tryb kooperacji. Można razem zbierać gwiazdy i pokonywać potwory. A jeśli lubisz rywalizację, to tryb PvP jest również dostępny! Wyobraź sobie, jak ja i moi znajomi zrobiliśmy turniej – oczywiście wszyscy mieliśmy sporo śmiechu, a ja na końcu znowu byłem na czołowej pozycji... ale tylko dlatego, że wcześniej uczyłem się strategii z YouTube’a!
W zasadzie Mario Starcatcher to miks platformówki z elementami zręcznościowymi. Można porównać ją do klasycznych gier z Mario, ale z nowoczesnym twistem. Z każdym zebranym punktem czujesz, jakbyś zdobywał kolejne osiągnięcie w życiu, a nie tylko w grze. To jak zdobycie medalu na olimpiadzie... tylko w piżamie.
Generalnie, czy poleciłbym tę grę? O tak, z pewnością. Czułem radość i frustrację jednocześnie, co jest dla mnie dość typowe (no cóż, to już moja natura). Po kilku godzinach grania miałem wrażenie, że jestem częścią tego świata. I wiecie co? Myślę, że wrócę do Mario zaraz po tym, jak skończę ten opis... ale teraz niech gwiazdy świecą na mojej drodze!