Witajcie w świecie „Złodzieja Boba”! To nie jest zwykła gra o kradzieży – to prawdziwa uczta dla tych, którzy mają w sobie odrobinę sprytu i chęci do zabawy. Wyobraźcie sobie, że jesteście średniej wielkości złodziejem (ale który z nas nie jest, prawda?) z wielkim marzeniem – stać się mistrzem kradzieży. Nasz bohater, Bob, to nie byle kto. To facet, który potrafi okraść bank tak gładko, że nawet jego ofiary będą mu klaskać. No, może nie dosłownie…
Kiedy pierwszy raz uruchomiłem tę grę, w moim sercu zagościł dreszczyk emocji. „Czyżby to była moja droga do bogactwa, a może raczej do wpadki?”, pomyślałem. Kiedy zaczynasz, dostajesz trochę tutorialowych wskazówek, które bardziej przypominają zagadki niż banalne porady. Generalnie, to jest jak nauka jazdy na rowerze – na początku ciężko, ale jak już załapiesz, to nie ma zmiłuj.
Gra toczy się w kolorowym świecie, który przypomina połączenie bajki z filmem noir. Wizualnie jest jak połączenie „Gdzie jest Wally” z „Ocean’s Eleven”. Odwiedzasz różne lokacje – od luksusowych rezydencji po strzeżone muzea. Każda misja to jak kolejne odcinki ulubionego serialu, z nieprzewidywalnymi zwrotami akcji i, szczerze mówiąc, czasem również z frustracjami. Bo, wiecie, nie zawsze jest tak łatwo, jak się zdaje. Na początku myślałem, że wystarczy tylko pstryknąć palcami, a Bob zrobi resztę, ale rzeczywistość okazała się nieco inna.
A gdy już myślisz, że masz to wszystko pod kontrolą, nagle pojawia się stróż. Prawdziwy koszmar! Gdybym miał za każdą wpadkę z tej gry otrzymać złotą monetę… Pewnie miałbym tyle, co Bob na koncie. Ale wiecie co? To właśnie te nieprzewidziane sytuacje sprawiają, że gra jest tak emocjonująca. Każdy raz, gdy udało mi się przechytrzyć strażników, czułem się niczym Houdini, a nie jak przeciętny gracz.
Co do interakcji z innymi graczami… cóż, to nie jest gra typu MMO, więc niestety nie ma opcji zorganizowania złodziejskiego party. Trochę szkoda, bo wyobrażam sobie, jakby to było, gdybyśmy wspólnie planowali skok na bank, jakbyśmy byli w jakimś filmie akcji. Chociaż, kto wie, może to się zmieni w kolejnej aktualizacji.
Podsumowując, „Złodziej Bob” to gra, która potrafi wciągnąć jak Netflix w zimowy wieczór. Można się pośmiać, zdenerwować, a na koniec znów śmiać się, gdy już przebrnąłeś przez wszystkie pułapki. Jeśli szukasz czegoś, co sprawi, że poczujesz się sprytny jak lis, to nie szukaj dalej. Gotowy na to, by stać się nowym Robin Hoodem? Zaczynajmy przygodę, bo Bob czeka!