Assault Fury to gra, która wciąga jak dobra kawa o poranku – początkowo czujesz się nieco zaspany, ale po chwili nie możesz się oderwać. To klasyczny brawler, w którym mamy do czynienia z nieprzyjaciółmi, którzy atakują niczym rozjuszone osy. Odważ się na walkę i staw czoła hordom wrogów, bo bez tego nie ma mowy o postępach!
Kiedy pierwszy raz uruchomiłem tę grę, miałem wrażenie, że co chwilę ktoś wsadza mi w ręce kontroler i mówi: Dawaj, rzuć się w wir akcji!. Muzyka w tle tętniła życiem, a ekran błyszczał jak bożonarodzeniowa choinka. Tylko wtedy zorientowałem się, że nie tylko ja walczę – moi znajomi również rzucili się w wir przygód, a online’owa kooperacja była jak spotkanie ekipy Avengers, tylko z mniejszymi supermocami i większą ilością popcornu.
W Assault Fury nie brakuje różnorodnych postaci do wyboru. Każda z nich ma unikalne umiejętności, które można wykorzystywać w stylu pif-paf na przeciwnikach. Walka przypomina trochę taniec – czasem musisz unikać, czasem uderzać, a czasem po prostu szybciej klikać przycisk, jakbyś próbował wyłączyć alarm w środku nocy. Czułem dreszczyk emocji, gdy udało mi się wykonać combo, które miało więcej ruchów niż jakikolwiek film akcji z lat 80.
Szczerze mówiąc, na początku myślałem, że gra będzie dość jednorodna, ale z każdym poziomem zaskakiwała mnie coraz bardziej. Na późniejszych etapach pojawiają się bossowie, którzy mają więcej trików niż magik na urodzinach dziecka. Ich ataki były tak zaskakujące, że miałem wrażenie, że gra mnie wyzywa, bym dał z siebie wszystko. A jak już myślałem, że wygrałem, nagle... bum! Powtarzaj! Tamta scena była niczym z Króla Lwa – pełna emocji, dramatyzmu i niezapomnianych zwrotów akcji.
Gra oferuje również tryb PvP, co oznacza, że możesz zmierzyć się z innymi graczami. Generalnie, jeśli masz w sobie ducha rywalizacji, to jest to idealna okazja, by udowodnić swoją dominację – albo przynajmniej, żeby pośmiać się z własnej porażki. Zresztą, to też jest niezła zabawa.
Podsumowując, Assault Fury to tytuł, który łączy w sobie elementy akcji, strategii i naprawdę sporej dawki śmiechu. Wciąga, bawi, a czasem nawet frustruje. Tylko pamiętaj, żeby mieć bliskich przy sobie, bo nie ma nic lepszego niż wspólne przeklinanie przy trudnych poziomach. Gotowy na to?