Slide and Roll to gra, która wciąga jak najlepsze memy na Twitterze – nie możesz przestać, nawet gdy wiesz, że powinieneś. Wyobraź sobie świat, w którym musisz przekształcić się w małą kulkę, ślizgając się po krętych trasach, skacząc przez przeszkody, a do tego pokonując rywali w emocjonujących wyścigach. Tak, dobrze myślisz – to jak wyścigi w Mario Kart, tylko zamiast postaci z imieniem, mamy do czynienia z kulkami! Czysta magia!
Gra naprawdę daje zastrzyk adrenaliny. Kiedy pierwszy raz uruchomiłem Slide and Roll, pełen entuzjazmu, nie spodziewałem się, że tak szybko wpadnę w wir wyścigowej rywalizacji. Dźwięki silników (chociaż w tym przypadku to bardziej dźwięki ślizgania się po nawierzchni) były tak realistyczne, że poczułem się jak na torze wyścigowym. A te kolory! Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, że kulki mogą być tak estetyczne. Przepraszam, co ja mówię, to przecież tylko kula... ale wiecie, o co chodzi.
Generalnie, gra oferuje kilka trybów, które zaskakują swoją różnorodnością. Możesz grać solo, ścigać się z komputerem, albo z przyjaciółmi w trybie lokalnej gry, co oznacza, że nie musisz czekać na znajomego, aż dokończy swoją wielką misję w Fortnite. W trybie wieloosobowym, rywalizujesz z innymi graczami online, co daje możliwość pokazania, kto jest prawdziwym królem (lub królową, nie zapominajmy o równouprawnieniu) toru! Czułem dreszczyk emocji, gdy na ostatnim zakręcie wyprzedzałem przeciwnika, dosłownie na ostatniej prostej.
I tutaj tkwi mały problem... czasem mechanika gry potrafi zaskoczyć. Bywa, że kula zaczyna kręcić się w niezamierzony sposób, a ja zamiast triumfu, dostaję potężną frustrację. Ale w zasadzie, to tak jak w życiu – nie zawsze dostajesz to, co chcesz! Z początku myślałem, że mechanika jest trochę zbyt prosta, ale teraz uważam, że jest to jej największa siła. To idealna gra do zabawy w gronie znajomych, kiedy wszyscy już mają dość bicia się w League of Legends.
Slide and Roll to nie tylko gra, to sposób na oderwanie się od codzienności. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że moje wieczory stały się o wiele bardziej ekscytujące, a śmiech przyjaciół przy stole był nie do przecenienia. A kto wie, może następnym razem na torze spotka się z nami twórca tego szaleństwa?...