Przygotuj się na niezapomnianą przygodę w Monster Dash, gdzie wciągająca rozgrywka łączy w sobie elementy platformówek i niekończącego się biegu. Wyposażony w mrożące krew w żyłach potwory, które tylko czekają, aby przeszkodzić ci w ucieczce, staniesz przed wyzwaniem, które dostarczy ci adrenalinowego zastrzyku, jak podczas najbardziej ekscytujących wyścigów na torze!
Gdy pierwszy raz uruchomiłem tę grę, pomyślałem, że to tylko kolejna platformówka, ale szybko się przekonałem, że to czysta esencja emocji. Dźwięki były tak realistyczne, że czułem, jak strach przechodzi mi przez plecy na dźwięk zbliżających się kroków potworów. Monster Dash to nie tylko gra – to prawdziwa uczta dla zmysłów!
Wybierz jednego z bohaterów, którzy nie boją się zmierzyć z potworami. Każda postać ma swoje unikalne umiejętności, a ich różnorodność sprawia, że za każdym razem gra wydaje się świeża. A kto nie chciałby biegać z nieco zwariowanym wampirem lub super szybkim zombie? To jak zebrać drużynę z najdziwniejszych postaci z ulubionych filmów grozy!
Generalnie, każda plansza to nowe wyzwanie. Czasami czujesz się jak superbohater, a innym razem jak... no cóż, jak ktoś, kto wpadł do studzienki ściekowej. Mimo to, satysfakcja z pokonywania potworów jest nie do opisania. Z początku myślałem, że gra będzie banalna, ale teraz uważam, że to jedna z najlepszych gier akcji, jakie miałem przyjemność ograć.
W trakcie zabawy nie brakuje interakcji z innymi graczami. Możesz zmierzyć się z przyjaciółmi w trybie PvP – pytanie tylko, czy jesteście gotowi na to, by stanąć do walki z potworami, a przy okazji spróbować podłożyć sobie nawzajem kłody pod nogi? Coś czuję, że jeśli zagram z moim kumplem Michałem, to skończy się to wielką katastrofą! (Chyba tak było? Zawsze tak jest, gdy on jest w pobliżu…)
Podsumowując, Monster Dash to gra, która nie tylko rozśmiesza, ale też wciąga jak odkurzacz na pełnej mocy. Jeżeli szukasz odskoczni od codzienności, nie wahaj się i staw czoła potworom – może i ty znajdziesz w sobie prawdziwego biegacza, a przy okazji zyskasz parę nowych blizn na duszy… albo przynajmniej na ekranie swojego telefonu!