Witaj w świecie Ministrzałek, gdzie polityka, strategia i humor łączą się w jednym, szalonym koktajlu. Wyobraź sobie, że jesteś w centrum dowodzenia, a Twoim zadaniem jest prowadzenie kraju ku świetlanej przyszłości (albo przynajmniej nie wpakować go w totalny chaos). Gra, która na pierwszy rzut oka wydaje się być typową strategią, szybko pokazuje swoje prawdziwe oblicze, pełne absurdalnych sytuacji i nieprzewidywalnych zwrotów akcji.
Kiedy pierwszy raz uruchomiłem tę grę, pomyślałem: Co to za dziwactwo?. Ale już po kilku minutach wciągnąłem się tak bardzo, że zapomniałem o wszystkim - nawet o tym, że w lodówce czeka na mnie obiad. Każda decyzja, którą podejmujesz, ma konsekwencje. Zaczynasz od małej gminy, a później... no cóż, musisz przekonać obywateli, że jednak nie jesteś totalnym debilem. Zobaczysz, jak Twoje pomysły mogą obrócić się przeciwko Tobie w najzabawniejszy sposób. Tak, ten pomysł na budowę nowego parku, który miał być hitem, może skończyć się katastrofą, gdy zorientujesz się, że zapomniałeś o jednym – nie ma w nim drzew.
W Ministrzałkach nie ma miejsca na nudę. Słyszałeś o trybie kooperacji? Tak, możesz grać z przyjaciółmi, tworząc zespół, który wspólnie walczy o władzę... albo po prostu próbujecie nie zginąć w politycznym chaosie. Kiedy graliśmy pierwszy raz z kumplami, śmialiśmy się tak głośno, że sąsiad przyszedł sprawdzić, co się dzieje. Było to jak gra w Kto pierwszy wyjdzie na ulicę z transparentem – intensywne, śmieszne i pełne nieprzewidywalnych zwrotów akcji.
Wiesz co jest najlepsze? Każda rozgrywka jest inna. Możesz być premierem, który wprowadza nową rewolucyjną reformę, albo tym, który wywiesza białą flagę, bo źle rozliczył budżet. Generalnie, czułem dreszczyk emocji, gdy musiałem wybrać pomiędzy zwiększeniem wydatków na edukację a sfinansowaniem nowego stadionu (oczywiście ten drugi pomysł miał swoich zwolenników!).
W zasadzie, Ministrzałki to gra, która wciąga jak Netflixowy serial, od którego nie możesz się oderwać. I tak, wiem, że porównanie z Gry o Tron jest może nieco przesadzone, ale czasami czujesz się jakbyś był na politycznym polu bitwy, gdzie każda decyzja to gra o życie… lub przynajmniej o utrzymanie stołka. Chociaż, czy dobrze pamiętam? Gdyby nie te wszystkie absurdalne sytuacje, pewnie bym w to nie grał. Ale cóż…
Chcesz się przekonać? Przygotuj się na śmiech, łzy (nie, nie przy tym, co twój przeciwnik wymyślił, ale z powodu twoich własnych nieudanych pomysłów) i mnóstwo emocji. Wiesz, w końcu polityka to jedna wielka gra, a Ministrzałki są najlepszym dowodem na to, że można się przy tym dobrze bawić. Gotowy na to?