Atari Missile Command to klasyk, który z pewnością rozgrzeje serca niejednego retro zapaleńca. Ta kultowa gra z lat 80. przenosi nas w czasy zimnej wojny, gdzie musisz bronić swoich miast przed nieustannym bombardowaniem. Zamiast cieszyć się spokojną egzystencją, stajesz się bohaterem, który z ogromnym poświęceniem stara się ocalić swoją cywilizację przed niecnymi zamiarami wrogów. Aż chce się powiedzieć: Czekaj, co? Znowu bombardowanie?
Gra, w skrócie, to prosta, ale wciągająca mechanika. Używasz joysticka, by kierować swoimi wyrzutniami rakiet, a następnie strzelasz w nadlatujące pociski wroga. Za każdym razem, gdy udaje ci się zestrzelić wroga, czujesz ten dreszczyk emocji, jakbyś właśnie wygrał na loterii. Ale, szczerze mówiąc, te emocje mogą szybko zamienić się w frustrację, gdy nadciąga kolejna fala ataków, a twoje zapasy amunicji zaczynają maleć. Generalnie, jest to gra, która potrafi wywołać uśmiech na twarzy, ale i zgrzytanie zębami w chwilach kryzysowych.
Kiedy po raz pierwszy odpaliłem Missile Command, pomyślałem, że mam do czynienia z prostą strzelanką. Ale im dłużej grałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że to nie tylko o strzelaniu chodzi! To jest gra o strategii, refleksie i czasami, hmm... o błędach w ocenie sytuacji. Przypomniało mi to moją próbę grania w gry typu battle royale, gdzie zamiast strategii miałem tylko chaos i nadzieję na szczęśliwy traf.
Wracając do Missile Command, gra oferuje możliwość rywalizacji. Możesz zmierzyć się z przyjaciółmi, co sprawia, że rozgrywka staje się jeszcze bardziej ekscytująca. A jeśli planujesz wieczór gier, to na pewno będzie świetny dodatek do twojej kolekcji, żeby pokazać, jak radzisz sobie z obroną miast!
W sumie, jeśli szukasz czegoś, co przypomni ci dlaczego gry arcade są takie zajebiste, to Atari Missile Command jest jak powrót do lat młodości, kiedy nie miało się zmartwień innych niż to, czy zdążysz na kolejnego bossa w ulubionej grze. A może po prostu spróbuj zorganizować mały turniej z kolegami... na pewno będzie śmiesznie! W końcu, kto nie lubi rywalizacji, prawda? A może...?