Fighter Manager to gra, w której wcielasz się w rolę menedżera zawodników sztuk walki. Jeśli kiedykolwiek marzyłeś o tym, by stać za kulisami, kierując karierą gladiatora w klatce, to trafiłeś idealnie. W tej grze nie tylko trenujesz swoje bestie, ale również zarządzasz ich promocją, marketingiem i życiem osobistym. Tak, dobrze przeczytałeś - nie tylko kopiesz w klatce, ale również musisz zorganizować ich życie poza nią. Zaskakujące, prawda?
Kiedy pierwszy raz uruchomiłem Fighter Manager, myślałem, że to będzie jedynie kolejne klikanie w ekran, a tu proszę! Od razu wciągnąłem się jak w najlepszy odcinek ulubionego serialu. Miałem dreszczyk emocji, gdy stawiałem na swojego zawodnika w wielkiej walce. I wiecie co? Dźwięki bokserskich rękawic uderzających o siebie były tak realistyczne, że przez moment czułem się jak w prawdziwej sali treningowej. Ale wtedy spojrzałem na statystyki i… cóż, może jednak nie mój zawodnik był królem klatki.
Generalnie, gra nie jest tylko o walce. Musisz także podejmować ważne decyzje dotyczące strategii, obozów treningowych, a nawet sponsorów, którzy wyglądają jak postacie z memów, które wszyscy znamy. Współpraca z innymi graczami w trybie online to czysta przyjemność, choć czasami czujesz się, jakbyś grał w Mortal Kombat, gdzie każdy atak jest atakiem na twoją reputację. Ciekawe, czy ktoś z was miałby odwagę rzucać wyzwania ludziom z całego świata?
W grze, na szczęście, jest miejsce na kooperację oraz rywalizację (tak, tak, PvP!). Możesz stworzyć drużynę ze znajomymi i wspólnie walczyć w różnych turniejach, co przynosi nie tylko frajdę, ale i… no wiecie, satysfakcję, gdy pokonasz swojego kolegę, który zawsze cię wyśmiewał. Pamiętam, jak w ostatniej rundzie podniosłem telefon po stracie punktów i... ostatecznie zwyciężyłem, a jego mina była bezcenna!
Trochę się zagadałem, ale szczerze mówiąc, Fighter Manager to nie tylko gra o walce, to także emocjonalny rollercoaster, który dostarcza śmiechu, frustracji i dreszczy emocji na każdym kroku. A jak już zaczynasz, to czujesz, że to jest jak chipsy – nigdy nie kończysz na jednej rundzie…