Przygotuj się na szaloną jazdę, bo Trolley Fun to gra, która wywróci Twój świat do góry nogami! Wyobraź sobie, że wsiadasz do małej kolejki, która nie ma zamiaru trzymać się utartych szlaków. Zamiast tego, czeka na Ciebie mnóstwo twistów, zakrętów i... no cóż, nieco zwariowanych przygód.
W Trolley Fun wcielasz się w rolę maszynisty (albo raczej maszynistki – kto by się tam przejmował stereotypami?), który ma za zadanie przewieźć pasażerów przez szereg emocjonujących tras. Dźwięki są tak realistyczne, że czujesz dreszczyk emocji na plecach, gdy tylko wsiadasz do wagonika. Świat wokół Ciebie tętni życiem, a każdy zakręt to nowe wyzwania. Kto by pomyślał, że prowadzenie tramwaju może być tak ekscytujące?
Kiedy pierwszy raz uruchomiłem tę grę, pomyślałem: „Co to za dziwactwo?”. Ale po kilku minutach jazdy (i kilku nieudanych prób zderzenia z wirtualnym murem) zrozumiałem, że to jest to, czego mi brakowało – absurdalna frajda, która wywołuje uśmiech na twarzy. Może nie wygram Oscara za najlepszą fabułę, ale zdecydowanie zasługuje na Złotego Gluta za najlepszą rozrywkę!
Gra oferuje różne tryby, zarówno kooperacyjne, jak i rywalizacyjne. Możesz zaprosić znajomych do wspólnej zabawy na jednym ekranie, albo zmierzyć się z nimi online. O ile dobrze pamiętam, maksymalnie może grać do czterech graczy. W każdym razie, im więcej osób, tym więcej śmiechu! I może kilka niecenzuralnych słów, zwłaszcza, gdy ktoś spadnie z trasy...
Generalnie, Trolley Fun to nie tylko jazda, to prawdziwy rollercoaster emocji – od radości po frustrację i śmiech. Z początku myślałem, że to tylko kolejna gra o tramwajach, ale teraz uważam, że to genialny sposób na relaks po ciężkim dniu. Jak mawiają w branży – im bardziej zwariowane, tym lepsze. Czy jesteś gotowy na tę szaloną podróż?
Nie zapomnij włączyć najlepszej muzyki w tle – może jakiegoś klasyka z lat 80-tych? Jakieś utwory, które podkręcą atmosferę jeszcze bardziej. I pamiętaj, aby zrobić kilka selfie, bo te wirtualne podróże są warte każdej chwili! A więc, co powiesz? Wsiadamy?